poniedziałek, 23 stycznia 2012
Po treningu
jestem jak na skrzydłach...
Jeździmy razem już prawie dwa miesiące. On uczy się niesamowicie szybko, a ja - prawie niczego się nie boję! prawie, bo jednak przy skokach serce się zaciska  - nie wiem jak bardzo mogę mu zaufać, jest taki młodziutki! a jednak - ciało zaczęło mnie słuchać, nie kurczę się, nie zaciskam, robię swoje. Na treningach słyszę tylko co mogę zrobić lepiej, a nie co robię źle i nie widać poprawy, to takie przyjemne ;)

Tego się nie da opisać. Tak bardzo się o niego boję, ze wystarczy żeby się potknął, a ja przechodzę do stępa, bo na pewno zakuleje ;). Chcę mu kupować najlepszą paszę, kosmetyki (tak tak, są takie). Uwielbiam go dotykać. Ma takie piękne, wielkie nogi. Podobne uczucia miałam tylko do jednego konia i nie sądziłam, że jeszcze to kiedyś poczuję.

Życie jest piękne, nawet jeśli nie w każdej dziedzinie po równo - do tej mogę sięgać kiedy bywa źle.
21:26, dwiesroki , Konie
Link Komentarze (1) »
sobota, 14 stycznia 2012
Pełnymi garściami
Spotkał mnie ostatnio...może nie zarzut, ale uwaga o negatywnym raczej wydźwieku, że przy moim sposobie organizowania życia nie ma miejsca na spontaniczność.

Bo ja planuję. Mam dwa treningi w tygodniu w tej chwili, plus czasem jedną jazdę rekreacyjną, dyżur padokowy w stajni, fitness - 2-3 godziny w tygodniu, studiuję, czytam dużo i oglądam co tam kino niesie na bieżąco. Od czasu do czasu spotykam się z ludźmi. Trochę czasu chcę spędzić z rodziną, a w miedzyczasie wydepilować brwi i zrobić paznokcie. Żeby to wszystko zmieścić w czasie, godząc z zajęciami Kozy (dwa razy w tygodniu zajecia taneczne, liczne urodzinki) oraz planami Pana Męża (kolacje, sporty) muszę się nieźle nagimnastykować.

Wkurzam się, kiedy o szkolnym zebraniu jestem informowana na 2 -3 dni przed nim, bo uważam, że nie jest to rzecz, która wypada nagle; juz 2 razy musiałam zmieniać termin u kosmetyczki z powodu zebrania.
Wkurzam się kiedy umawiam się z koleżankami na sobotnie popołudnie, dogrywam sprytnie opiekę dla Kozy, i na jeden dzień przed tym spotkaniem dowiaduję się, że spotkania nie będzie bo dwóm osobom coś wypadło.

Wiem, że wychodzi z powyższego, że jestem nudną sztywniarą. Jeśli dodać do tego fakt sporządzania menu na cały miesiąc to nie wygląda to najlepiej.

Ale:
nie trzymam się tego menu sztywno, jeśli mam czas, składniki i chęci - robimy co innego. Ale kiedy nie mam czasu to menu jest jak znalazł, bo nie muszę się zastanawiać co przygotować i przygotowując nie stanę z robotą w obliczu braku składników.
Skoro juz nie jadę na to spotkanie, na które bardzo się cieszyłam, wprowadzam plan B, bo ja mam zawsze co robic i wykorzystam ten czas w inny sposób. Z kosmetyczką było trudniej ale dałam radę.


Spontaniczność jest mało efektywna, chociaż moze przyjemna. My jesteśmy spontaniczni długodystansowo; spontanicznie kupiliśmy bilety lotnicze do Sztokholmu na maj, w cenie 700 pln w obie strony. Spontanicznie umówię się z koleżanką - dziś, na za dwa tygodnie. Ale nie odwołam, chyba, że ktoś poważnie zachoruje albo umrze.

Kilka lat temu, jak na świecie pojawiła się Koza, koleżanka, która również mieszka z dziadkami - bardzo pomocnymi - powiedziała mi "teraz twoje życie się na kilkanaście lat skończyło". Nie zgadzam się z tym. Właśnie pojawienie się Kozy zmusiło mnie do przestawienia się na inną organizację. Wykorzystuję teraz czas o wiele efektywniej. Moje koleżanki wiecznie nie mają na coś czasu. Nie obejrzały filmu, nie przeczytały książki, nie chodzą na sporty. I nie - nie dotyczy to tylko tych dzieciatych.

Nie chodzi o to, ze mój sposób jest jedyny i najlepszy. Dla mnie - działa. I to jest najważniejsze. I wkurwiam się, jak ktoś rzuca taką osądzającą uwagę.

Czas nie przecieka mi przez palce. Robię wszystko to co chcę. Czerpię pełnymi garściami.


09:23, dwiesroki , Osobiste
Link Komentarze (2) »
czwartek, 12 stycznia 2012
Jestem zakochana ;)
Kocham mojego konia. Jest mi na nim tak dobrze, tak bardzo sie rozumiemy, że Pan Mąż żartuje, że gdybym miała ogonek to byśmy się łączyli jak w jakimś Avatarze. Niczego się na nim nie boję, mogę się skupić na ćwiczeniach. Myśl o nim powoduje banana na mojej twarzy i lęk w sercu, ze coś mu się stanie... 
21:56, dwiesroki , Konie
Link Dodaj komentarz »
Wkurw 5/2011 czyli o szkolnych zebraniach
Od września mam niewątpliwą przyjemność uczestniczenia w zebraniach szkolnych. Po zebraniach w przedszkolu okazałam się być nieco rozpieszczona. Tam można było zorganizować coś razem, wszystkim się chciało.

Podobno wszyscy chcemy najlepiej dla naszych dzieci. Wszyscy uważamy się za inteligentnych ludzi (niekoniecznie wszyscy są, oprócz mnie, oczywiście). Dlaczego 20 dorosłych osób nie odzywa się podczas zebrań? zauważyłam, ze odzywają ci, którym wydaje się że sa najmądrzejsi, a ci którzy mogliby powiedzieć coś mądrego - milczą.
Ja oczywiście zawsze muszę rozewrzeć pysk. Do towarzystwa mam jeszcze 2-3 matki. Zdawałoby się, że są sprawy oczywiste, które nie podlegają dyskusji, takie jak - świeże powietrze dobrze robi dzieciom, nadmiar słodyczy - źle robi dzieciom. Nic bardziej mylnego!

Już na początku pięknej ubiegłorocznej jesieni dzieci nie wychodziły ze szkoły, mimo pięknego, ogrodzonego placu zabaw na jej terenie. Od listopada nie wychodzą wcale. Dlaczego? wychowawczyni tłumaczy, że niektórzy rodzice sobie nie życzą, żeby dzieci wychodziły! Licząc na rozsądek rodziców ruszam temat na zebraniu. W większości wzruszają ramionami, uśmiechają się pod nosem. Wreszcie odzywa się jedna pani, tłuste strąki wychodzą spod czapki, tłusty tyłek zwisa z każdej strony małego krzesełka. "Można przecież wychodzić z dziećmi po szkole, przecież w szkole muszą sie SAME ubrać! Mateuszek nie umie!" No to niech się kurwa nauczy!

dygresja: nasza klasa składa się z dzieci korzystających ze swietlicy, i nie. Część matek nie pracuje. Zauważyłam, że dzieci tych pracujących w większości ubierają się same. Wielu rodziców i dziadków najpierw mówi: ubierz buty, a potem schyla się i ubiera dziecku buty. I tak z każdym ciuchem po kolei.

Kurwę przełknęłam i przypominam grzecznie, że niektóre dzieci oglądają świat kiedy jest ciemny i zimny, po 17, bo rodzice pracuję. Na to usłyszelismy: noo, jak ktooś pracuje...takim tonem jakby to była jakaś fanaberia!

Niezrażona i podkurwiona poruszam kolejny temat. Słodycze. Dzieci przynoszą ich wielkie mnóstwo. Koza zaczęła wyciągać - żebym nie żebrała mamusiu - dla siebie, dla kolegów. Rozumiem to, ale nie podoba mi się, że zaczynają jeść te słodycze juz przed śniadaniem. Wiem, ze trudno zmusić dzieci do jedzenia jabłka, ale gdyby nie miały innej opcji - u kolegi w plecaku było łatwiej. Niestety. Tłusta mamusia, równie tłustego dziecka uważa, że próbuję dokonać zamachu na jej niezależność...

Może przesadzam?

I jeszcze taka dziwna rzecz. Spore grono rodziców niebiorących udziału w rozmowie podeszło do nas (tych trzech nazistek z pyskami) po zebraniu z wyrazami poparcia! No nie rozumiem..



poniedziałek, 02 stycznia 2012
Nowy Rok
Zaczyna się już w grudniu. Przymierzam się do nowego kalendarza - jaki wybrać? organizer, książkowy? potem wpisuję ważne daty. Potem postanowienia. Jakie w tym roku? Kolejność przypadkowa:

Schudnę. Przez tą złamaną rękę nabrałam kilku kilo, a one się teraz parzą i namnażają. Pierwszy krok - ograniczam słodycze (tylko w piątki i soboty). Drugi - sport, ale koniec z pilatesem, zumba może zostać, ale 2 godzinki solidnych ćwiczeń będzie jak znalazł.

Przeczytam - o czym było juz w poprzednim wpisie - 16 książek z własnej półki, w tym jednego klasyka, po Nędznikach już mnie nic nie zabije.

Będę uprawiać seks. Więcej seksu. Jak już schudnę.

Będę gotować obiady.

Będę trenować z moim fantastycznym koniem i słychać mojej trenerki, a w maju wystartujemy w pierwszych zawodach skokowych.

I tyle starczy. Nie można od siebie wymagać za dużo. I tak juz jestem super żoną i matką.


Jedno jeszcze, cichutkie; będę wstawać wcześniej. Nowa fryzura jest b. pracochłonna.

Wkurw 4/2011 czyli o ostentacyjnym macierzyństwie i karmieniu piersią
Nie jestem przeciwniczką karmienia piersią. Tak wymyśliła natura, kobiety mają mleko i karmią niemowlęta. Ja akurat nigdy tego nie pragnęłam, ale, gdybym mogła to karmiłabym Kozę kilka miesięcy. Maks 6.
Na marginesie: karmi się PIERSIĄ. Nie znoszę, kiedy mówi się cyc. Cyce ma krowa, a karmiąca matka to dla mnie ciągle kobieta.

Do rzeczy. Nie uważam, że karmiąca matka powinna chować się po kątach czy po kiblach jednak...
byłam w grudniu na imprezie firmowej organizowanej w restauracji. Restauracja dwupoziomowa, duża, na dole stoły, kanapy, stoliki, mnóstwo ludzi. Na górze większy spokój, mało ludzi, kanapy.
Przed częścią "stolikową" hol z szatnią, kanapa na wprost wejścia głównego - prosto z ulicy, bez żadnego wiatrołapu.
I na tej kanapie siedzi kobieta z piersią na wierzchu. Wiatr hula po głowie dziecka. Przewala się mnóstwo ludzi. Pierś nieosłonięta niczym.
Wisi mi kalafiorem jej pierś, przecież nie uraża mnie widok nagiej piersi, jednak poczułam się niekomfortowo. Gdybym ją spotkała wewnątrz restauracji, na jakiejś kanapce, gdzie ona i dziecko miałyby spokój nie ruszyłoby mnie to wcale.  Czyli co? jednak uważam, że powinna chować się po kątach? odebrałam to jako manifestację. Patrzcie, jestem matką.

Wkurwia mnie, kiedy kobieta sprowadza się tylko do roli matki chyba.
w sprawie ksiażek
Po pierwsze - przeczytałam wreszcie Nędzników. Zaczęłam chyba w wrześniu i optymistycznie zakładałam, że przeczytam zanim pojedziemy na spektakl do Romy - co miało miejsce w październiku, jeśli kto pamięta...1600 stron nudy. Jestem z siebie strasznie dumna, wiem nareszcie kto jest kim i cieszę się, że mam to już za sobą. Kolejny raz pojedziemy na Nędzników w maju ;)

Po drugie - podjęłam wyzwanie, o którym przeczytałam u Agi, szczegóły tutaj. Przeczytam co najmniej 16 książek, które mam na własnej półce.

Po trzecie - wygląda na to, że mam szansę zrealizować stare, skryte marzenie. Założyłyśmy w pracy klub książki. Mamy zamiar spotykać się raz w miesiącu i dyskutować o przeczytanej książce. W styczniu będą to Służące, o których kiedyś pisałam, lektura raczej lekka i przyjemna, na początek.  Ciekawe, czy uda nam się spotykać dłużej niż 3 miesiące.

Po czwarte - zaczęłam używać czytnika książek - mam na nim Grę o Tron, wszystkie 7 tomów (ależ to oszczędność miejsca!) i kilka powieści Lackberg - w święta przeczytałam Księżniczkę z lodu. Taki tak kryminał, ale dobrze napisany.

Życie jest za krótkie!
piątek, 09 grudnia 2011
Czy zaglądacie do dowodu rejestracyjnego?
i wiecie kiedy wygasa ważność badań technicznych? W moim przypadku to było w sierpniu. Tak, znowu to przegapiłam. Szczęśliwie tym razem sprawdziłam to nie przy okazji mojej stłuczki, tylko koleżanki - skasowała samochód.

Przy okazji pakiet zimowy: odmrażacz, skrobak do szyb, miotełka.
Szczęście

Po straszliwym dole... Po tygodniu w którym sytuacja codziennie się zmieniała...
Wspólnym wysiłkiem i dzięki dobrej woli Pana Męża i mojej trenerki mam konia, z którym kontakt nie grozi mi śmiercią.
Młody, zajeżdżony. Spokojny i odważny.
Mam za sobą dwa normalne treningi; po całym tym czasie, kiedy wsiadałam na konia trzęsąc się jak galareta było to absolutne ukojenie. Jestem jak na haju. Cieszę się na myśl o wyjeździe do stajni - w ostatnim czasie był to trudny obowiązek. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo ciążyła mi ta sytuacja przez kilka ostatnich miesięcy.

Malina przeżywa tą zmianę; że to porzucenie i nielojalność. Kolejna, tak na marginesie. No ale z koniem jest jak z mężem, nie wychodzi się za pierwszego lepszego ;) . Ja szczęśliwie nie przywiązałam się emocjonalnie do Danona.

Życie wróciło do normalnego rytmu.
20:56, dwiesroki , Konie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 grudnia 2011
Wkurw 3/2011 czyli ciągle o transporcie i o tym, że jesteśmy frajerami
Od kilku lat Pan Mąż jeździ na pewne zawody, ze stałą grupką znajomych. Naszych wspólnych znajomych; to ten rodzaj znajomości, który jemu umożliwiał spożywanie alkoholu, a mi kobiecy pierwiastek podczas zakupów, możliwość wymiany kobiecych doświadczeń itd.

Zwykle jeździli naszym samochodem, Pan Mąż po zawodach odstawiał wszystkich pod dom, mimo, że - jak już wspominałam - mieszkamy na jednym końcu zadupia, podczas gdy nasi znajomi mieszkają na zadupiu zadupia, tylko na drugim końcu. Dzieli nas przynajmniej 50 km. I to nie jest po drodze.
W tym roku nie pojechali naszym samochodem, Pan Mąż nie chciał ryzykować mandatów - w końcu mandaty to ryzyko kierowcy, a nie pasażerów, a poprzednio się załapał.

Do domu wrócił kolejką podmiejską. Kto zgadnie czemu?


Ale znowu się czegoś nauczyłam.
Wymiana kobiecych doświadczeń nie może być mylona z przyjaźnią. Rozczarowałam się.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20